środa, 29 lutego 2012

Ravioli w pomidorach z borowikami i bazylią


     Do tego przepisu użyłem gotowych już ravioli, nie pamiętam nawet czym były nadziane, ale nie ma to specjalnego znaczenia. Porcja na 2 osoby:

- 250 g raviolli
- puszka włoskich pomidorów (Cirio, Vallfrutta)
- kilka borowików (oczywiście najlepiej świeże, ale suszone też dadzą radę)
- 2 ząbki czosnku
- garść listków bazylii

     Czosnek siekamy, przesmażamy na wolnym ogniu na oliwie. Wrzucamy pokrojone borowiki, delikatnie obsmażamy i dodajemy pomidory (najlepiej pokrojone, ale nie zmiksowane). Dusimy 5 minut, dodajemy porwane liście bazylii, chwilę mieszamy i wyłączamy ogień. Podajemy z dużą ilością Parmezanu, Grana Padano lub czegoś podobnego.

czwartek, 16 lutego 2012

Triple Chocolate Muffins



     Ostatnio zajarałem się muffinami. Tymi szczególnie. Są mocno czekoladowe i ciężko się od nich oderwać. Przygotowanie to jakieś 10-15 min plus czas jaki spędzają w piekarniku. Z podanych proporcji wychodzi nam 20 dużych muffinów, czyli w sprzyjających okolicznościach porcja dla 4 osób.

- 3 szklanki mąki 
- 3 czubate łyżki kakao
- 1 łyżka proszku do pieczenia
- 1,25 szklanki brązowego cukru (lub 1 szklankę białęgo)
- 2 jajka
- 1,25 szklanki mleka
- 125 g roztopionego masła
- po połowie czekolady białej, mlecznej, gorzkiej.

     Suche składniki mieszamy razem poza czekoladą. Tabliczki kroimy na kawałki około 0,5x0,5 cm. Skłądniki płynne dodajemy do suchych i miksujemy. Do jednolitej masy dodajemy czekoladę i mieszamy porządnie łyżka. Pieczemy około 20 minut w 160 stopniach.

środa, 15 lutego 2012

Restauracja Patio (Poznań)

     Dawno temu przyszedł mi do głowy taki pomysł, by pisać parę słów o ciekawych knajpach które odwiedzam. Jako student aż tak często w knajpach nie bywałem, a przecież nie chodzi o to, żeby pisać o pizzy w promocji. Nie żebym teraz jakoś specjalnie więcej stołował się w restauracjach, jednak częściej zdarza się jadać na mieście. Pisząc o restauracjach, nie mam również na myśli lokali w których do kolacji dostaje się 3 widelce i wielkim foux pas jest nie wiedzieć od którego zacząć. W wielkim skrócie - będę pisać o fajnych knajpach, na które raz na jakiś czas można sobie pozwolić bez specjalnych wyrzeczeń.
     Zacznę od restauracji Patio w Poznaniu. Lokal ma fajną lokalizację, bo znajduje się zaraz przy Starym Rynku na ul. Wronieckiego (przy lokalu Terytorium, którego mam nadzieje, że nie znacie). Serwują tam dania kuchni bretońskiej, co już samo w sobie jest ciekawe, bo niewiele znajdziemy takich miejsc. Wystrój lokalu jest ciekawy, bardzo klimatyczny i przytulny. Chciałbym napisać, że poczułem się tam jak w knajpkach na francuskim wybrzeżu, niestety we Francji nigdy nie byłem. Na wejściu mnie i mą lepszą połówkę przywitała bardzo miła obsługa. Kelner potrafił doradzić w sprawie jedzenia i napojów. Widać było, że zna kartę i potrawy, co jest ogromnym plusem. Zamówiliśmy więc danie w którym restauracja się specjalizuje - Gallates - nadziewane placki z kaszy gryczanej. Wybór jest bardzo duży więc każdy może znaleźć coś dla siebie. Ja zdecydowałem się kompozycję z ziemniakami, boczkiem, rozmarynem i sosem czosnkowym, moja lepsza połówka natomiast na pozycję o nazwie Normandie - łosoś, salsa pomidorowa, szpinak i młoda marchewka. Na przystawkę poprosiliśmy o wątróbkę drobiową na sałacie z sosem żurawinowym oraz staropolski żurek. Zaczynając od przystawek - nie jadłem chyba jeszcze tak dobrze przygotowanej wątróbki, która dodatkowo wraz z sałatą i sosem żurawinowym stanowiła bardzo fajną kompozycję. Żurek był kwaskowaty, z wkładem na bogato (czyt. dużo kiełbachy) - też bardzo dobry. Zaraz po przystawkach, na stole pojawiły się placki, które okazały się dużo większe niż można się spodziewać. Mój placek był tym czego oczekiwałem po połączeniu boczku z rozmarynem czosnkiem i ziemniakami - dużo aromatu, mięcho i niezła pyra. Placek Normandie natomiast łączył kilka delikatnych smaków, które świetnie do siebie pasowały. Po takich zestawach z deseru, mimo szczerych chęci, musieliśmy zrezygnować. To, co najbardziej mi się spodobało, to fakt, że każdy element naszych dań był dopracowany, przyrządzony dokładnie tak jak być powinien. Ciężko się nawet do czegokolwiek przyczepić. Za kolację, pod której wrażaniem pozostaliśmy dość długo nie zapłaciliśmy aż tak dużo:
     - żurek staropolski 10zł
     - wątróbka drobiowa na sałacie z sosem żurawinowym 17 zł
     - Gallates Normandie 24zł
     - Gallates z ziemniakami, boczkiem i rozmarynem (nazwy niestety nie pamiętam, gdyż była to nowość w menu) - 19 zł
     Reasumując - raz na jakiś czas, nie wydając wbrew pozorom aż tak dużo, można zjeść coś pysznego i oryginalnego w przyjemnym, klimatycznym miejscu z bardzo fachową obsługą, która potrafi doradzić niezdecydowanym lub nieprzekonanym klientom.
     Strona internetowa lokalu.

niedziela, 5 lutego 2012

Spaghetti alla Norma


     Ostatnio jestem wielkim fanem tego makaronu. Mimo, że nie ma w nim mięcha. Jak praktycznie każdy makaron - prosty i szybki. Porcja na 2 osoby:

- 250 g makaronu
- 1 mały bakłażan
- puszka dobrych włoskich pomidorów
- 2 łyżki białego octu winnego
- 2 ząbki czosnku
- 1 nieduża suszona papryczka chilli
- suszone oregano
- sól/pieprz
- tarty ser (pecorino, parmezan albo coś innego jeszcze)

     Bakłażana kroimy wzdłuż na ćwiartki, następnie na paski grubości około 0,5-1,0 cm, solimy i zostawiamy na parę minut. Obficie płuczemy, osuszamy. Na patelni rozgrzewamy oliwę, wrzucamy połowę bakłażana i mieszamy, tak by wszystkie kawałki obtoczyły się w oliwie. Smażymy aż się zarumienią z obu stron, posypujemy suszonym oregano, potrząsamy patelnią i przekładamy na talerz. Z drugą porcją postępujemy tak samo. Na patelnie znów wlewamy nieco oliwy, wrzucamy posiekany czosnek i pokruszoną suszoną papryczkę, po 1 minucie dodajemy bakłażany i ocet winny. Chwilę przesmażamy razem i wlewamy sos pomidorowy (zmiksowane pomidory). Dusimy 15 minut na małym ogniu. W międzyczasie gotujemy makaron, odcedzając zostawiamy kilka łyżek wody. Makaron wraz z wodą z gotowania wrzucamy do sosu,  gotujemy jeszcze minutę. Kuchnia Jamiego Olivera

środa, 1 lutego 2012

Kurczak w sosie chilli.



     Ostatnio widziałem ten przepis w programie "Chińszczyzna w 5 minut", nie udało mi się niestety znaleźć go w internecie, więc musiałem odtworzyć z pamięci. Nie było to specjalnie trudne, bo jest prosty. Ja użyłęm piersi z kurczaka, ale zdecydowanie lepiej pasować będą filety z udek, które są bardziej aromatyczne i mają więcej smaku.

- 2 nieduże piersi z kurczaka (lub odpowiednia ilość mięsa z udek)
- około 10 łyżek słodkiego sosu chilli
- 2 ząbki czosnku
- czerwona papryczka chilli
- ok. 5 centymetrowy kawałek imbiru
- 2 ząbki czosnku
- 2 łyżki jasnego sosu sojowego
- 2 łyżki słodkiego sosu sojowego (ketjap manis)
- białko z jednego jajka
- mąka kukurydziana (ew. ziemniaczana)
- olej arachidowy do smażenia

     Kurczaka kroimy na dość cienkie paski, dodajemy jasny sos sojowy. Białko mieszamy z mąką, tak by otrzymać dość gęstą masę o jednolitej konsystencji i mieszamy z mięchem. Po 15 minutach smażymy na głęboki oleju, po około 2 minuty z każdej strony, aż ładnie się zarumieni. Czosnek, imbir i papryczkę siekamy i wrzucamy do woka z mocno rozgrzanym olejem arachidowym (1-2 łyżki). Smażymy 2 minuty ciągle mieszając. Następnie dodajemy słodki sos sojowy, a po chwili sos chilli. Smażymy jeszcze minutę. Na koniec możemy jeszcze przyozdobić świeżą kolendrą lub szczypiorem. Podajemy z ryżem.